03.06.2012r - UROCZYSTY DZIEŃ KOMUNII...

 

W ten szczególny dzień Najświętszej Trójcy, w cudownej  kontemplacji tajemnicy Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego, Jezus przygarnął jeszcze mocniej do swego serca dwadzieścia dwoje dzieci przystępujących do swej Pierwszej Komunii Świętej. 

W pięknej i słonecznej aurze, w radosnej atmosferze kościoła, w otoczeniu najbliższej rodziny i licznych gości drugoklasiści stali się prawdziwie Dziećmi Bożymi, których Bóg ukochał ponad wszystko, darując ofiarę Syna, przyjaźń Ducha i nieskończoną Miłość.

Białe stroje, piękne kwiaty, strojny kościół zda się ucieszyły nie tylko oczy, ale zatrzymały jakby czas. Zakrólowały: niewinność, przyjaźń, miłość, podziw i urzeczenie. Znaleźliśmy się niby w Boskim ogrodzie, gdzie Jezus wraz ze swą Matką przysiedli pośród kwiatów i słuchają recytacji wierszy i piosenek, prezentowanych przez niewinne dziatki z Józefowa. A potem już w czasie pięknej Eucharystii poczuliśmy może, jak święci przytulają dzieciaki i biorą w swe ramiona - na ich radość, na ich przyszłe szczęście.

Zasłuchani: rodzice, dziadkowie, krewni, nauczyciele, Pani Dyrektor Joanna Suchowolak w sercach  składali dzieciom szczere życzenia - na trwałą i wielką ich przyjaźń z Bogiem. Niejednemu zakręciła się łza, niejednemu przypomniała się miniona chwila jego Pierwszej Komunii Świętej.

Scenę i prezentację pięknej uroczystości przygotowała Pani Joanna Błaszczykowska.

Stokrotne Jej dzięki za pracę i sumienność w przygotowaniu tej wspaniałej dla dzieci chwili i stworzenie wyjątkowej scenerii.

A nasi Najmilejsi… Przejęci, wsłuchani, skupieni, odświętni i wzmocnieni Duchem Świętym

wzorowo i cudnie uczestniczyli w przyjęciu po raz pierwszy Jezusa do swych serduszek. Święty Antoni słał uśmiech i otuchę, a patron młodzieży - Stanisław Kostka - pomagał myślom i wspierał dzieciaki przyjaźnią, tym bardziej że otrzymał piękny dar od Rodziców dzieci – nową ramę do swego obrazu.

Bóg zapłać Wszystkim ofiarodawcom i uczestniczącym w tej radosnej uroczystości. Niech Święta Trójca niesie Wam siłę i swą moc na co dzień, niech Matka Boża wspiera każde Wasze działania i wyprasza łaski u swego Syna - ks. Darek.

 

 HOMILIA

O chłopcu, który uczy się  w Teatrze Świętości

Raz Jezus,

co na drzewie krzyża przybity

I przy drodze wciąż nocował,

humorem tryskał wyśmienitym.

U nóg swoich

małego chłopczyka zobaczył,

który szeptał modlitwy półgłosem

i  bacznie na krzyż wciąż patrzył.

W końcu rzekł głośniej:

- Chrystusie,

chcę zrobić dobry uczynek

na mą pierwszą komunię,

więc  Ci gwoździe wyciągnę

i  w mig z krzyża Cię ściągnę.

Pójdziemy wtedy razem

do naszego pięknego kościoła!

Słyszysz…  Już głos dzwonu Antoni

na mszę świętą nas woła!

Zdjąłbym Ci też, bo cierpisz,

paskudną koronę z cierniny,

ale nie sięgnę tak wysoko

a nie ma tu żadnej drabiny…

Poza tym, zimno Ci przecież,

prawie nagi wisisz na krzyżu.

Dam ci więc moją kurteczkę,

do świątyni nie wolno w negliżu!

Chrystus, uśmiechnął się

do malca szczerze i szeroko,

przyjaźnie pokiwał głową,

puścił figlarnie rozjaśnione oko

i ciepłym głosem powiedział:

- Martwisz się o mnie, nieprawdaż?

Masz szczere i dobre chęci

I serce pełne współczucia.

Szanuję twą pomoc i dzięki

za piękne i proste uczucia.

Nie mogę krzyża opuścić,

bo jest symbolem cierpienia.

Dobrze mi będzie tu nadal,

lecz nie mów mi do widzenia.

Jestem twoim przyjacielem!

Otwórz serduszko na nektar miłości.

Zamknij na moment oczy…

Tak się znajdziemy w Teatrze Świętości!

Chłopiec posłusznie zamyka oczęta,

lecz spytać Chrystusa najpierw pamięta:

- Co to jest Teatr Świętości?

Czy mam rodziców opuścić?

Tyle mam dla nich miłości!

- Ech, głuptasku! – westchnął Jezus.

Teraz idziemy do kościoła,

tam Słowo me zabrzmi jak echo.

Przyjmij mnie w komunii świętej,

tak z chęcią, i z wielką uciechą.

Poczujesz się jak na scenie

I zagrasz swą pierwszą główną rolę,

A ja Ci w tym pomogę,

dam ci znak na dobrą twą wolę.

- Ale ja nie umiem grać na scenie…

Wstydzę się i czerwienię…

Znów  Chrystus zachichotał…

- Dam Ci moc świętą,

taką prosto z nieba…

Jednakże pod  jednym warunkiem:

Przyjmuj mnie odtąd często

pod postacią chleba!

Chłopiec zamyślił się głęboko i odrzekł:

- Na scenie Boskiej bardzo chcę grać.

chcę przyjacielem Twoim się stać!

Dzwon coraz natarczywiej wołał,

więc razem już i raźno weszli do kościoła.

Niewidzialny Chrystus usiadł obok malca,

któremu serce biło chyba w rytmie walca…

- I będziesz na zawsze mym przyjacielem? – szepnął jeszcze chłopczyna.

- Z największą rozkoszą  przyjaźń jest zaczynać,

  i w niej wciąż trwać i ją pielęgnować… - odpowiedziało chłopięciu cicho serduszko.

 

 

Najmilsi! Zapytacie na pewno, jaka  była dalsza historia chłopca? Wiem tylko to, że wyrósł, zmężniał i gra główną rolę w Teatrze Świętości, a Chrystus, Matka Boża, Duch Święty i wszyscy święci nieba przyjaźnią się z nim, niosą pomoc, opiekę, rady dobre oraz myśli mądre i szlachetne.  Myśl o dobrych uczynkach, o których usłyszał zapewne chłopiec na katechezie szkolnej wpłynęła  na trwałość przyjaźni  z Bogiem.

Teatr Świętości tworzy wielu, wielu ludzi, którzy zabiegają o przyjaźń Boską poprzez modlitwę, pełny udział w Eucharystii,  prawe i proste życie, dobre uczynki dla bliźniego, miłość do ludzi i zwierząt, umiejętność wybaczania i niesienia każdemu pomocy.

Kto może zostać członkiem zespołu Jezusa w Teatrze Świętości? Wy, wszystkie tutaj dzieci, o ile się tylko postaracie. W Chrystusowym gronie być i grać cudną rolę na tej ziemi to wielki zaszczyt. Już wasi rodzice zrobili ten pierwszy krok, żebyście mogły zaprzyjaźnić się z Chrystusem, Jego Matką i Duchem Świętym.  Kiedyś, przed dziewięcioma laty, przynieśli was do świątyni, by zmazać z was grzech pierworodny poprzez chrzest święty. Potem uczyli was znaku krzyża, modlitwy do Boga Ojca, Matki Przenajświętszej, Anioła Stróża. I wtedy już dostaliście swe małe rólki, by grać Panu Bogu na Jego radość i na swoje szczęście. Rodzice posyłają was też na naukę religii, byście mogli poznać życie Jezusa Chrystusa i Jego Matki, żebyście znali przykazania Boże i na co dzień je stosowali. Po to również, by dziś przyjąć Jezusa ukrytego pod postacią chleba.  Zrobiliście rachunek sumienia, wasze dusze jaśnieją bez grzechu. Pan Jezus czeka cierpliwie, by wam powierzyć piękne role do pełnienia miłości, przyjaźni…  Niesie wam radość i siłę, by zawsze trwać, tworzyć, upiększać swe życie, marzyć na scenie Chrystusowej i wytrwać z nim przez wszystkie następne lata dorastania, młodości i starości.

Bądźcie z Nim zawsze, pomimo wszystko. On  z pewnością pomoże, otoczy opieką i nauczy spełniać się na scenie życia.

A życie niesie wiele niespodzianek dobrych, ale  bardzo często i tych złych. Reklama wabi pokusami, telewizja odciągać może od nauki i uczestnictwa we mszy świętej, Internet bawi,  ale i niesie złe przykłady, komputer pomocny, ale też może zrobić szkodę i na zdrowiu, i na duszy, Starajcie się, moi najmilsi wytrwać w przyjaźni dzisiaj tu zawartej, bądźcie rozsądni i sumienni, pomocni, dzielcie się z innymi, to zawsze dobro  będzie kwitnąć wokół was i będzie wam cudnie, i będzie wam radośnie.

W chwilach trudnych szukajcie pomocy u Boga, poprzez modlitwę, częsty rachunek sumienia i komunię świętą. Bóg przyjdzie na pewno wam z pomocą.

Drodzy rodzice, w dzisiejszych trudnych dla wszystkich czasach, gdzie na scenie życia przeważnie króluje sztuka, której tematem jest  szukanie samych przyjemności związanych z ciałem i umysłem, trwa zwariowany szoł. Zmieniły się w ludziach kryteria wartościowania, na pierwszy plan wysuwa się dobra materialne,  na plan dalszy schodzi sfera ducha. Cierpienie i krzyż przeszkadza, na podium weszło pozorne szczęście.

Panuje ogólne zmęczenie; umysł na okrągło pracuje, powtarzając: „mam, ale jeszcze nie mam, mam, ale…  I jest może i radość z dobrodziejstw, ale nie ma tej wielkiej a świętej radości w duszy. Konkurencja, pogoń za pieniądzem, myślenie w kategoriach „teraz i natychmiast”  czyni ludziom swoiste dla nich sacrum. Świętość  prawdziwa jest nie w modzie. Ludzie nie zastanawiają się nad życiem doczesnym i jak to będzie po śmierci. Młodemu pokoleniu rodzice przyzwalają lub akceptują  alternatywę wiary, choć sami wychowywani byli w wierze katolickiej.  Sztuka świętości dla nich jak gdyby zeszła już z afisza.  Uczestniczą jeszcze w Teatrze Świętości od czasu do czasu, z okazji wielkich świąt, chrzcin, komunii… , ale tak zagrana sztuka nie może podobać się Panu Najwyższemu, chyba nie lubi On marionetek, woli żywą, cierpliwą i sumienną grę aktorów świętości, którzy potrafią dać z siebie wszystko w imię miłości.

Trudno zrozumieć jednakże to, że w chwilach niepowodzeń, nieszczęść  i innych nagłych cierpień ci sami ludzie próbują szukać pocieszenia właśnie w ramionach Boga. Bóg potrzebny im niekiedy, na tymczasem, na pomoc doraźną…, a przecież powinien być dla nich tym złotym kompasem wskazującym drogę do celu najpiękniejszego, jakim jest przyszłe życie wieczne.

Ufam mocno, i wierzę, że Wy – Rodzice,  dziś tu zgromadzeni pomożecie swym pociechom grać piękne i szlachetne role na scenie świętości. Stwórzcie im Teatr Świętości w domu – razem klękajcie do wspólnej modlitwy, czytajcie dzieciom fragmenty Pisma Świętego chociaż w czasie ważnych świąt kościelnych, idźcie razem do kościoła na mszę świętą. Uczcie sumienności i obowiązkowości w uczestniczeniu w Eucharystii i sezonowych nabożeństwach.  Pomóżcie swym najmilszym, by znalazły przyjemność w obcowaniu z Panem Bogiem. Zachęcajcie dzieci, by zawsze grały główne role w Teatrze Świętości, a nie role drugorzędne lub epizodyczne. Bóg, Stwórca i wspaniały reżyser przepięknego świata,  z pewnością wam pomoże zagrać z dziećmi  bezbłędnie na scenie świętości, a Pan Jezus (doskonały sufler) podpowie, doradzi… Matka Najświętsza pochwali i przytuli, zaś Duch Święty da pamięć i zdolności, by nie zgubić się w swej roli na scenie Teatru Świętości.

 

Święta kurtyna Teatru już się podnosi…  Już za chwilę przyjdzie do was, kochane dzieci,  i do wszystkich tutaj zgromadzonych sam Pan Jezus...